Dziś post z cyklu 'Mama Anastazji gotuje' :)) A jak już wiecie to kucharka ze mnie średnia, ale coś tam w kuchni działam :) Podzielę się z Wami przepisem, jaki kiedyś znalazłam gdzieś w necie, na smaczne i proste placki, które u nas w domu uwielbia każdy :) Świetnie się sprawdzają zarówno na obiad czy na śniadanie.
Co potrzebujemy:
* 1 szklanka mąki pszennej
* 2 jajka
* ok. pół szklanki mleka
* 2-3 łyżki cukru
* 1 serek wiejski
* dżem lub cukier puder
Jak zrobić? To bardzo proste:
Serek wiejski odsączamy na sitku. Miksujemy żółtka a białka ubijamy na sztywną pianę (dodajemy na początku szczyptę soli).
Następnie mieszamy składniki: mleko, cukier, żółtka. Powoli dodajemy mąkę, masa będzie się robiła coraz gęstsza.
Potem dodajemy odsączony serek
i delikatnie mieszamy łyżką, na końcu dodajemy ubitą pianę z białek i mieszamy wszystko.
Rozgrzewamy odrobinę oleju na patelni i smażymy placuszki z obu stron do złotego koloru. Po usmażeniu najlepiej położyć je na ręcznik papierowy.
Nam najlepiej smakują z dżemem, wiśniowym albo truskawkowym, ale można posypać cukrem pudrem. Wyglądają i smakują super. Polecam :)
To już trzeci i ostatni lakier który dostałam od od Eveline :)
W zasadzie będzie dziś krótko, bo o lakierku można powiedzieć to samo co o poprzednikach, tyle tylko że różnią się kolorem :) Pora na zieleń :)
Buteleczka 5ml. Wygodny pędzelek, dzięki któremu super się nakłada lakier. Konsystencja idealna. Nie robią się żadne smug, idealne krycie już po jednej warstwie. Dość szybko schnie. Kolor wpadający w zieleń, coś ma może z lekka z morskiej kolorystyki. Trochę inaczej wygląda w rzeczywistości, mój aparat chyba chciał go jeszcze upiększyć, to znaczy, nie jest taki "neonowy" jak na niektórych zdjęciach wyszedł. Trwałość producent obiecuje do 9 dni, ale to tylko obietnica. U mnie pierwszy odprysk po dniach. No i tak z każdym dniem ich przybywało. Ale ogólnie jestem z tych lakierków zadowolona. Na paznokciu wygląda super. A teraz pora na całą sesję zdjęciową :) Zapraszam
Polecam, idealne kolory na lato i cena też niczego sobie, ok. 5zł za buteleczkę :)
Kolejny tusz do rzęs, który testuje z nadzieją, że to ten jedyny na zawsze. Miłości od pierwszego wejrzenia może nie było, bo mimo że opakowanie ma ciekawe, oryginalne i przykuwające uwagę to nie powaliło mnie na kolana. A poza tym wychodzę z założenia, że nie należy oceniać książki po okładce.
Otworzyłam go dopiero w domu i mym oczom ukazała się bardzo nietypowa, ciekawa, jednocześnie dziwna szczoteczka w kształcie litery S ... niczym zakręcony wąż.. stąd chyba ta graficzna tuszu oprawa przypominająca skórę węża (?)
No to zanim napiszę swoją opinię, dodam jeszcze tylko to co obiecuje producent:
"Pokochasz ją za unikalną szczoteczkę, która jest dopasowana do kształtu
oka: cienka końcówka podkreśla także najmniejsze rzęsy, a wygięta część
rockowo je pogrubia, czadowo podkręca i skandalicznie unosi. Dzięki
lekkiej konsystencji aplikacja tuszu jest prosta i przyjemna, a Twoje
rzęsy w mgnieniu oka są drapieżnie rockowe. Prowokuj wzROCKiem!"
Po ocenie ogólnej czas na sprawdzenie jego działania. Jak wiecie moje rzęsy są średniej długości, średniej gęstości. Nie każdemu udawało się je upiększyć. Tusz ScandalEyes miał dzięki swojej cudownej szczoteczce pogrubić, podkreślić, podkręcić, unieść i sprawić, że będę miała drapieżny wzrok.
Przejdźmy do konkretów, szału to nie robi. Owszem, rzęsy są uniesione, może ni do brwi, ale różnicę widać. Natomiast po pierwszej już warstwie, a nałożyłam dwie, tworzą się nieładne grudki i niestety rzęsy są z lekka, gdzieniegdzie sklejone. Gdzieś tam rozdzieli, gdzieś tam sklei.. A do tego, bardzo niewygodnie mnie się tą szczoteczką operowało. Umazałam powieki..
Prób z tym tuszem było kilka. Za każdym razem efekt ten sam. Coś tam podkręcone, coś posklejane, pobrudzone. Ale to nie koniec wrażeń.. Tusz niestety w ciągu dnia kruszył się strasznie, a tego chyba nikt nie lubi.
Oh, żebym nie była taka zołza, to ciu pochwalę - nie podrażnił mi oczu, nie uczulił, no i zmywać się daje. Szkoda tylko, że takie skromne te plusy, zapowiadał się fajnie a skończył tak słabo. Rocka to ja z nim nie poczułam.
Za 18zł można oczekiwać lepszych efektów.. u mnie drapieżny tusz się nie sprawdził. Nie moja bajka..
Witam Was po długim weekendzie. Mam nadzieje, że wypoczęliście :)
Dzisiaj u mnie kolejny lakier od Eveline, którym się pochwalę :)
Dziś mam dla Was nudziaka, numer 833 :) Buteleczka standardowa 5ml. Lakierek prezentuje się całkiem przyzwoicie :)
Tak jak przy czerwonym lakierze, który opisywałam wcześniej, i ten ma fajny pędzelek dzięki któremu bez problemu nakładamy lakier. Konsystencja lekka. Kolor to taki pudrowy róż, głęboki, już po pierwszej warstwie jest idealne krycie. Nie robią się smugi, schnie dość szybko. Pierwszy odprysk po 6 dniach. Ogólnie wszystko fajnie, więc czas na prezentację..
A, że trochę kolor nudny przynajmniej dla mnie, i z racji, że obiecałam pokazać lakier czerwony raz jeszcze.. postanowiłam stworzyć idealny duet Eveline.. zapraszam na kropeczki :)
Nudziaka oceniam na 5 :)