czwartek, 30 stycznia 2014
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Opryszczka - plastry Compeed i kilka domowych sposobów
Niestety, taka moja natura, że w lecie mam jęczmień a zimą - opryszczkę. Pojawia się nagle, niespodziewanie.. zazwyczaj po nocy, gdzie rano budzę się, czuję coś na ustach, podchodzę do lustra a tam wielkie i brzydkie BUBU...
I w tym roku ma natura mnie nie zawiodła. Szybko z rana poleciałam do apteki aby dostać coś na te zarazę. Pani poleciła plastry Compeed na opryszczkę.
Plastry pakowane są po 15 sztuk i kosztują ok. 23 zł. Ja na początek wzięłam 6 sztuk tylko by w ogóle sprawdzić jak to działa i czy w ogóle zadziała.
Od producenta:
Niewidoczne plastry na opryszczkę COMPEED® TOTAL CARE™ to oryginalny, potwierdzony badaniami klinicznymi plaster leczniczy*, skuteczny już w chwilę po zastosowaniu. Leczy* opryszczkę z szybkością porównywalną do kremu zawierającego 5% acyklowiru, pomagając powrócić do normalnego trybu życia – i to szybko!
Przezroczyste plastry lecznicze zawierające innowacyjne cząstki hydrokoloidu 075 zapewnią dyskretne leczenie – opryszczka zniknie i przestanie cię męczyć. Opryszczka ukryta pod plastrem zostanie wyleczona w sposób naturalny, a ty powrócisz do normalnego życia.
Producent nam pięknie obiecuje.. że niby skuteczny "chwilę po zastosowaniu".. opinie na necie też skłaniają do zakupu. A u mnie, te plastry w ogóle się nie sprawdziły.
Pierwszy plaster zgodnie z instrukcją otworzyłam, jak na obrazku pokazali, no i już mam go przylepiać na usta jak się cały zalepił, pozaginał, posklejał i nie dało się już z nim nic zrobić.
Z drugim już jakby lepiej ale też nie do końca, bo jak już jedną połową był na ustach to druga połowa odkleić się nie dała...
No i jak to na ustach wygląda.. no niezbyt pięknie. A plastry mają być przeźroczyste. No, ale niech będzie, przylepiony. Powinien coś zadziałać.. Ale nic, zero poprawy. wielkie bubu na ustach jak było tak jest..
Więc kolejne podejście.. na spokojnie, by się znów nie posklejało, co w praktyce takie proste do wykonania nie jest.
Ocet - punktowo smarujemy chore miejsca, ocet dezynfekuje ranę dzięki czemu mniejsze jest prawdopodobieństwo, że wirus się nam przeniesie w inne miejsca
I w tym roku ma natura mnie nie zawiodła. Szybko z rana poleciałam do apteki aby dostać coś na te zarazę. Pani poleciła plastry Compeed na opryszczkę.
Od producenta:
Niewidoczne plastry na opryszczkę COMPEED® TOTAL CARE™ to oryginalny, potwierdzony badaniami klinicznymi plaster leczniczy*, skuteczny już w chwilę po zastosowaniu. Leczy* opryszczkę z szybkością porównywalną do kremu zawierającego 5% acyklowiru, pomagając powrócić do normalnego trybu życia – i to szybko!
Przezroczyste plastry lecznicze zawierające innowacyjne cząstki hydrokoloidu 075 zapewnią dyskretne leczenie – opryszczka zniknie i przestanie cię męczyć. Opryszczka ukryta pod plastrem zostanie wyleczona w sposób naturalny, a ty powrócisz do normalnego życia.
Producent nam pięknie obiecuje.. że niby skuteczny "chwilę po zastosowaniu".. opinie na necie też skłaniają do zakupu. A u mnie, te plastry w ogóle się nie sprawdziły.
Pierwszy plaster zgodnie z instrukcją otworzyłam, jak na obrazku pokazali, no i już mam go przylepiać na usta jak się cały zalepił, pozaginał, posklejał i nie dało się już z nim nic zrobić.
Z drugim już jakby lepiej ale też nie do końca, bo jak już jedną połową był na ustach to druga połowa odkleić się nie dała...
No i jak to na ustach wygląda.. no niezbyt pięknie. A plastry mają być przeźroczyste. No, ale niech będzie, przylepiony. Powinien coś zadziałać.. Ale nic, zero poprawy. wielkie bubu na ustach jak było tak jest..
Więc kolejne podejście.. na spokojnie, by się znów nie posklejało, co w praktyce takie proste do wykonania nie jest.
Ale tak jakby ciut lepiej.. no to chodzę z tym plasterkiem pół dnia prawie i czekam aż czarodziejskie jego właściwości zaczną działać.. a tu znów nic. A ani z nim jeść nie można, ani się napić.. Kolejny dzień i próba z plasterkiem..
No jakby normalnie postęp w nalepianiu, chociaż i tak estetycznie to nie wygląda. A co najgorsze, że zamiast leczyć to jakby gorzej się tam robiło. Gdzie ta magiczna jego moc, którą mi tu obiecywano? Bo tak kolejny już dzień na plasterkach a efektów nie widać...
Opryszczka jak jest tak była. A producent obiecuje dyskretne leczenie i że bubu zniknie... taa mnie jakoś dalej męczy. Męczy i bubu i męczyło to nalepianie.. męczące te plastry. Nie polecam nikomu. I może będę jedna z nielicznych co to tak źle o tych plasterkach 'cudnych' pisze. Ale piszę co myślę. Za tyle co kosztują te oszukajki to ja sobie jakąś maść kupię, zowiax nawet i jakoś szybciej i prościej problemu się pozbędę. Jestem niezadowolona.
Za to napiszę jeszcze jakie domowe sposoby znam na pozbycie się opryszczki, wiadomo że nie zniknie od razu ale mogą pomóc w leczeniu:
Czosnek - posiada właściwości przeciwgrzybicze i przeciwbakteryjne, jeśli poczujemy że usta pieką tak jakby miała się zrobić opryszczka należy przyłożyć kawałek czosnku, ważne aby był świeży.
Cebula - przykładać plaster świeżej cebuli w chore miejsce lub zrobić sok z cebuli (pokroić cebulę w kostkę i zasypać na noc cukrem) i smarować opryszczkę - taki sok jest też stosowany na przeziębienia

Cytryna - plaster cytryny przykładać w chore miejsce, kwasy jakimi jest nasączona pomaga w walce z opryszczką
Ocet - punktowo smarujemy chore miejsca, ocet dezynfekuje ranę dzięki czemu mniejsze jest prawdopodobieństwo, że wirus się nam przeniesie w inne miejsca
Miód - działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie, w dodatku łagodzi ból i regeneruje usta
Pasta do zębów - smarować najlepiej na noc, trzeba uważać by w paście nie yło zbytdużej ilości fluoru
Proszek do pieczenia lub soda oczyszczona - roztwór wodorowęglanu sody pomaga z walce z opryszczką, wystarczy do proszku do pieczenia lub sody dodać trochę wody, zrobić papkę i smarować chore miejsce
Polopiryna/aspiryna - tabletkę rozgniatamy i dodajemy do niej kilka kropel ciepłej wody a powstałą papkę nakładamy na chore miejsce; działa przeciwzapalnie i przyspiesza gojenie się opryszczki
Jeśli znacie jeszcze jakieś sposoby typowo domowe to piszcie w komentarzu :) I pamiętajcie, że opryszczka kiedy się pojawia to znak, że nasz układ odpornościowy słabnie, warto wtedy zacząć jeść więcej owoców i warzyw :) Pozdrawiam
piątek, 24 stycznia 2014
Płyn micelarny do demakijażu od Marizy
Jakiś czas temu w jednym z konkursów wygrałam kilka kosmetyków w tym płyn do demakijażu. Akurat mnie się mój kończył więc stwierdziłam, spoko będzie na zaś i cos nowego przetestuje. Dziś właśnie o nim, czyli...
Płyn micelarny od Marizy
Od producenta:
Polecany do demakijażu twarzy i oczu. Płyn micelarny przeznaczony do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju cery w tym wrażliwej i skłonnej do podrażnień. Delikatnie, ale skutecznie oczyszcza cerę, usuwa makijaż i nadmiar sebum. Chroni naturalną barierę hydrolipidową skóry, nie wywołuje podrażnień. Wzbogacony w d-pantenol oraz aloes odżywia, nawilża i tonizuje skórę. Działa łagodząco i kojąco.
Pojemność: 150 ml
Nigdy nie używałam płynu micelarnego, więc można powiedzieć był to dla mnie taki pierwszy raz :) Jednak zanim go otworzyłam z ciekawości przejrzałam opinie na necie i niestety pojawiły się negatywne komentarze... co mnie trochę zasmuciło.. a to że szczypie w oczy, a że cuchnie, a że butelka zła, a to że nie zmywa makijażu tak jak powinien.
Ale mimo wszystko dałam mu szansę. Wygląda może skromnie, ale mnie się tam podoba. Butelka przeźroczysta, wygodna, otwór dość mały więc się nam nic nie przeleje... jedyne do czego mogłabym się przyczepić to że trochę trudno się czyta opis produktu na etykiecie ale kto ma dobre oczy da radę. Do zdjęcia akurat wstrząsnęłam aby było lepiej widać :D
Konsystencja jest wodnista a zapach nie przypomina mi nic, ale nie jest ani chemiczny ani nie drażni nozdrzy.
Jeśli chodzi o działanie, jestem zadowolona od samego początku. Płyn radzi sobie świetnie z demakijażem twarzy i oczu. Radzi sobie świetnie i z tuszem do rzęs i z pudrem, z cieniami.. to co muszę - z nim zmywam bez problemu.
Nie podrażnia mnie, ani nie szczypie w oczy, nie pozostawia na skórze żadnej warstwy. Nie rozmazuje też makijażu po całym oku, tylko ładnie zbiera wszystko na waciku. Jak dla mnie jest bardzo dobry i jestem z niego zadowolona. Plus też za to, że jest wydajny. Stosuję go już od kilku miesięcy a buteleczka dopiero doszła do połowy.
Ponieważ była to wygrana nie wiem ile kosztował, ale widziałam że na allegro można go już zamówić za ok. 17zł. jak na moją kieszeń do tanich może nie należy ale jak najbardziej warto zainwestować.
Może któraś z Was też go używa/używała? Jeśli tak, to jakie macie o nim zdanie? :)
Przypominam też o konkursie: http://swiatanastazji.blogspot.com/2014/01/niespodziankowe-rozdanie-czas-start.html
UWAGA losowanie odbędzie się jeśli będzie minimum 30 zgłoszeń, zapraszam :)
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Tusz do rzęs Rimmel Scandaleyes, Curve Alert
Nadal szukam tego jedynego, niezastąpionego tuszu do moich rzęs. Dziś będzie o tuszu od Rimmel, moją opinię zaraz poznacie :)
Rimmel Scandaleyes Curve Alert
Opis:
Nasza największa, najbardziej zakręcona szczoteczka wprawi Twoje rzęsy w stan gotowości! Specjalna szczoteczka pozwala uchwycić całą linię rzęs, malując i podnosząc każdą pojedynczą rzęsę. Specjalna formuła (Triple collagen + keratin) wzmacnia najcieńsze i najsłabsze rzęsy. Podkręcony Alarm! 12x pogrubione rzęsy i 70% bardziej podkręcone!
Moja opinia:
Opakowanie bardzo mi sie podoba, czarne z pomarańczowymi napisami przykuwa uwagę, niby takie zwykłe ale interesujące. Do tego dobrze wyprofilowane, fajnie się trzyma w rękach.
Gdy otworzymy tusz zobaczymy wielką szczoteczkę, dużą i grubą. Jest gęsta i zaokrąglona.
Mimo, że lubię duże szczoteczki przy tej miałam problem aby pomalować dolne rzęsy. Jeśli chodzi o górne to było lepiej, rzeczywiście tusz podkręca i wydłuża rzęsy ale nie wszystkie. Trochę też skleja, na szczęście nie tworzą się grudki i nie osypuje się. I co ciekawe za każdym razem lepiej wychodzi mi pomalowanie oka lewego a gorzej wygląda oko prawe, i nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje :P
Rimmel Scandaleyes Curve Alert
Opis:
Nasza największa, najbardziej zakręcona szczoteczka wprawi Twoje rzęsy w stan gotowości! Specjalna szczoteczka pozwala uchwycić całą linię rzęs, malując i podnosząc każdą pojedynczą rzęsę. Specjalna formuła (Triple collagen + keratin) wzmacnia najcieńsze i najsłabsze rzęsy. Podkręcony Alarm! 12x pogrubione rzęsy i 70% bardziej podkręcone!
Moja opinia:
Opakowanie bardzo mi sie podoba, czarne z pomarańczowymi napisami przykuwa uwagę, niby takie zwykłe ale interesujące. Do tego dobrze wyprofilowane, fajnie się trzyma w rękach.
Gdy otworzymy tusz zobaczymy wielką szczoteczkę, dużą i grubą. Jest gęsta i zaokrąglona.
Mimo, że lubię duże szczoteczki przy tej miałam problem aby pomalować dolne rzęsy. Jeśli chodzi o górne to było lepiej, rzeczywiście tusz podkręca i wydłuża rzęsy ale nie wszystkie. Trochę też skleja, na szczęście nie tworzą się grudki i nie osypuje się. I co ciekawe za każdym razem lepiej wychodzi mi pomalowanie oka lewego a gorzej wygląda oko prawe, i nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje :P
Efekt mógłby być lepszy, ja nie jestem do końca zadowolona, mimo że lubię szczoteczki duże ta sprawdziła się średnio. Szkoda. Tusz kupiłam w promocji za 19,90zł a normalnie kosztował 29,90zł. Cena dość wysoka jak na takie efekty.
Przypominam też o rozdaniu :) Zapraszam do wygrania paczka niespodzianka z kosmetykami :) http://swiatanastazji.blogspot.com/2014/01/niespodziankowe-rozdanie-czas-start.html
Przypominam też o rozdaniu :) Zapraszam do wygrania paczka niespodzianka z kosmetykami :) http://swiatanastazji.blogspot.com/2014/01/niespodziankowe-rozdanie-czas-start.html
piątek, 17 stycznia 2014
BeBeauty czyli sól do kąpieli z Biedronki
Jestem częstym klientem Biedronki więc wcześniej czy później musiałam się skusić na tę sól do kąpieli.
Relaksująca sól do kąpieli - Lawenda; Bebeauty Body Expertiv
Od producenta:
Relaksująca sól do kąpieli Be Beauty Spa Lawenda pochodzi z naturalnych złóż soli kamiennej, bogatej w mikro i makroelementy, które są cennymi składnikami pielęgnującymi skórę. Sól została wzbogacona ekstraktem z lawendy, który znany jest ze swoich właściwości relaksujących i antystresowych, znakomicie odpręża, koi zmysły i wycisza. Po długim wyczerpującym dniu kąpiel z dodatkiem soli lawendowej może stać się chwilą prawdziwego relaksu.
Moja opinia:
Ogólnie lubię sole do kąpieli więc pora wypróbować i te. Zacznę od opakowania, mnie się bardzo podoba, jest dość duże i przeźroczyste. Zakrętka fajna, aluminiowa, zero problemu z otwieraniem i zamykaniem. Na opakowaniu znajdziemy wszystkie najważniejsze informacje.
Kryształki soli są dosyć duże i zabarwione kolorem fioletowym.
Do wanny wsypuję ok. 4-6 nakrętek soli. I najlepiej wsypać zaraz na początku pod bieżącą wodę aby się rozpuściła. Bo jeśli wsypiemy za późno może się zdarzyć tak, że sól się nie rozpuści, miałam tak raz.. i czułam je na swojej skórze a raczej pod.. jakbym jakiś mocny peeling miała. :) Ale nie każdy lubi takie kłucie. Na samym początku robi się też piana ale jest jej niewiele i zaraz znika. Jeśli chodzi o działanie, to mnie za każdym razem odpręża i relaksuje.
Sól zabawia wodę na fiolet. Zapach jest dość przyjemny, aczkolwiek ciut chemiczny, i mógłby być bardziej podobny do lawendy ale jest do zaakceptowania :) Mam nadzieje że udało mi się to wytłumaczyć :)
Ogólnie sól mi się podoba, ma trochę plusów i minusów, ale najgorsza nie jest :) I wrócę na pewno jeszcze po inne warianty zapachowe i na pewno dam znać :) Używacie tej soli? Jeśli tak to jakie jest Wasze zdanie? :)
Relaksująca sól do kąpieli - Lawenda; Bebeauty Body Expertiv
Od producenta:
Relaksująca sól do kąpieli Be Beauty Spa Lawenda pochodzi z naturalnych złóż soli kamiennej, bogatej w mikro i makroelementy, które są cennymi składnikami pielęgnującymi skórę. Sól została wzbogacona ekstraktem z lawendy, który znany jest ze swoich właściwości relaksujących i antystresowych, znakomicie odpręża, koi zmysły i wycisza. Po długim wyczerpującym dniu kąpiel z dodatkiem soli lawendowej może stać się chwilą prawdziwego relaksu.
Moja opinia:
Ogólnie lubię sole do kąpieli więc pora wypróbować i te. Zacznę od opakowania, mnie się bardzo podoba, jest dość duże i przeźroczyste. Zakrętka fajna, aluminiowa, zero problemu z otwieraniem i zamykaniem. Na opakowaniu znajdziemy wszystkie najważniejsze informacje.
Kryształki soli są dosyć duże i zabarwione kolorem fioletowym.
Do wanny wsypuję ok. 4-6 nakrętek soli. I najlepiej wsypać zaraz na początku pod bieżącą wodę aby się rozpuściła. Bo jeśli wsypiemy za późno może się zdarzyć tak, że sól się nie rozpuści, miałam tak raz.. i czułam je na swojej skórze a raczej pod.. jakbym jakiś mocny peeling miała. :) Ale nie każdy lubi takie kłucie. Na samym początku robi się też piana ale jest jej niewiele i zaraz znika. Jeśli chodzi o działanie, to mnie za każdym razem odpręża i relaksuje.
Sól zabawia wodę na fiolet. Zapach jest dość przyjemny, aczkolwiek ciut chemiczny, i mógłby być bardziej podobny do lawendy ale jest do zaakceptowania :) Mam nadzieje że udało mi się to wytłumaczyć :)
Ogólnie sól mi się podoba, ma trochę plusów i minusów, ale najgorsza nie jest :) I wrócę na pewno jeszcze po inne warianty zapachowe i na pewno dam znać :) Używacie tej soli? Jeśli tak to jakie jest Wasze zdanie? :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)